Loading...

żegnaj przygodo, witaj przygodo!

zerwany pasek rozrządu to poważna usterka, której usunięcie rzadko kiedy kończy się na wymianie paska… zadzwoniłem na numer podany przez ADAC i o dziwo, dogadałem się 😉 zostałem zapewniony, że w ciągu pół godziny przyjedzie samochód pomocy drogowej… rzeczywiście przyjechał, a w nim sympatyczny Holender 🙂

usterka była nienaprawialna w miejscu zdarzenia, czekamy więc na holownik, który nas zabierze do warsztatu. czas leci, denerwujemy się okropnie, starsza córka co chwilę płacze, ciężko pogodzić jej się z tak szybkim zakończeniem wiosennego wyjazdu. dla dzieci to ogromne rozczarowanie, nam dorosłym też nie łatwo się pogodzić z tą niesprawiedliwością losu. oczywiście sam sobie jestem winien, że nie wymieniłem paska rozrządu przed wyjazdem, ale przecież byłem dwa razy na warsztacie, za każdym razem “trudności obiektywne”, a na koniec zapewnienie, że na pewno wytrzyma, że zalecane przebiegi to tylko wskazanie… trudno, stało się (w rzeczywistości długo będę znęcał się nad swoją niefrasobliwością).

inny sympatyczny Holender z pomocy drogowej zjawił się po kolejnych 30 minutach i chociaż bardzo starał się nam pomóc, nawet skontaktował nas ze swoim kolegą Polakiem, który był skłonny naprawiać nasz samochód, nie mógł nas holować, nie pozwalało na to jego prawo jazdy, tak mówił. wtedy zaczęły się pertraktacje z ADAC, bo większe auto to większe koszty i konieczna dopłata z naszej strony. w tym momencie poprosiliśmy o pomoc pana Macieja z adac24.pl, który w momencie zapisywania się za jego pośrednictwem do niemieckiego automobilklubu wspomniał, że nie zostawi nas w razie czego “samymi sobie”. dzięki niemu uwierzyliśmy, że ADAC się nami zajmie, że zarówno my jak i samochód szczęśliwie wrócimy do domu. nie udało się załatwić hotelu nawet na jedną noc, bo z powodu “Parady Kwiatów” wszystko w okolicy zajęte… był weekend, więc do poniedziałku i tak żaden z mechaników się nami nie zajmie. po trójstronnych konsultacjach uznaliśmy, że wobec nieznanego nam zakresu szkód w silniku, bardzo wysokich cen usług w Holandii oraz chęci w miarę bezstresowego powrotu do domu, musimy wracać do domu od razu, transport kampera zlecając ADAC.

zmierzchało już kiedy podjechał duży holownik za kierownicą którego siedział właściciel firmy Smits. jego zadaniem było przewiezienie nas na parking w Badhovedorp, skąd jutro mieliśmy ruszyć w podróż pociągiem do domu. nie mogliśmy przebywać w holowanym pojeździe, ale kabina holującego nas kolosa była dosyć przestronna. podróż ciężarówką okazała się wielką atrakcją, miasteczko Haarlem w nocy bardzo nam się spodobało, wspaniale wyglądały światła na podamsterdamskim lotnisku Schiphol!

możliwość spędzenia tej nocy w swoim kamperze była dla nas ważniejsza niż najlepszy hotel. zasnęliśmy łudząc się, że rano wszystko to okaże się złym snem… niestety rzeczywistość była brutalna… zjedliśmy śniadanie i zadzwoniłem do ADAC. po pół godzinie podjechał samochód po klucze naszego kampera, ale nie byliśmy gotowi. dopiero teraz dotarło do nas, że musimy zabrać mnóstwo rzeczy, bo samochód zobaczymy prawdopodobnie dopiero za dwa tygodnie! na dodatek nie bardzo mieliśmy się do czego spakować- nie planowaliśmy wcześniej zostawiać naszego auta na obczyźnie… naprawdę niewiele udało się zmieścić w torbie na kółkach z IKEA

zanim oddaliśmy klucze pozostało jeszcze zdjąć rowery z bagażnika i umieścić je w środku (ADAC odpowiada za wszystko co w samochodzie). ze smutkiem żegnaliśmy się z kamperem

wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na dworzec kolejowy przy lotnisku, którego widok zauroczył nas poprzedniego wieczora. taksówkarz kiedy zorientował się, że mamy zamiar z lotniska dostać się koleją do centrum Amsterdamu poinformował nas, że lepiej było od razu zlecić mu transport do Amsterdamu, bo uwzględniając bilety kolejowe dla naszej rodziny zapłacimy dużo więcej… trudno, trzeba zapłacić frycowe.

port lotniczy Schiphol zaskoczył nas swoim rozmiarami (sześć pasów startowych), mimo tego łatwo było się odnaleźć. szukaliśmy informacji kolejowej, kiedy zadzwonił wspomniany wcześniej pan Maciej z adac24.pl, który przypomniał, że ADAC zrefunduje nam lot samolotem i żebyśmy się nie zastanawiali. udało nam się odnaleźć stanowisko LOT-u, w ekspresowym tempie kupiliśmy bilety (ponad 1000 euro!!!) i prawie biegiem udaliśmy się do odprawy. wszystko działo się tak szybko, że nie było czasu się bać.

LOT korzysta z pirsu C, co oznaczało kilkuminutowy spacer. bramka 18? jest! kilkanaście minut oczekiwania i wchodzimy na pokład niedużego Embraera 170

na początek wspaniale było usłyszeć polską mowę stewardes. zajęliśmy miejsca i staraliśmy się nie myśleć o locie. dziewczyny studiowały… instrukcję ratunkową 😉

samolot kilka minut kołował w kierunku pasa startowego, my w tym czasie obserwowaliśmy stojące w porcie samoloty

cały czas widzieliśmy startujące i lądujące obok nas samoloty- ruch tutaj ogromny.

za chwilę i my zaczęliśmy się rozpędzać…

start jakoś przeżyliśmy, ale wznoszenie się trwa dosyć długo, jak dla mnie za długo 😉 kiedy już osiągnęliśmy pułap zrobiło nam się lżej, a widoki za oknem zapierały dech w piersiach 🙂

najpierw dziewczyny zjadły wspaniałe muffiny kupione na Schiphol, potem stewardesy roznosiły poczęstunek- kawa, herbata i soki do woli (dla chętnych nawet piwo), smaczna kanapka, tortilla, czekoladki… urozmaicenie nudnego jakby nie było lotu.

niecałe 2 godziny od chwili startu ujrzeliśmy w dole Warszawę…

lądowanie było jeszcze mniej przyjemne niż start, ale będziemy je wspominać dobrze- było udane 🙂

autobusem dojechaliśmy do terminalu. niestety wszystko tutaj wyglądało przaśnie i nieciekawie, to nie Amsterdam 🙁 udaliśmy się po odbiór bagażu.

odebraliśmy go i mogliśmy udać się na przystanek autobusowy

ruszyliśmy na stację. z powodu remontu bilety kupuje się w skandalicznych warunkach, ale niech remontują, niech w końcu nie trzeba będzie się wstydzić…

przed odjazdem pociągu wpadliśmy jeszcze na posiłek do McDonalds, smaczny i nawet niedrogi. najedzeni poszliśmy na peron. w ciągu kwadransa zapełnił się znacznie. wejście do pociągu było dosyć nerwowe, nie udało nam się znaleźć miejsca, zatrzymaliśmy się przy zamkniętym przedziale dla matek z dziećmi do lat czterech. praworządni nie oczekiwaliśmy cudów, ale takowy się wydarzył- po kilku minutach przyszedł kierownik pociągu i nas wpuścił. w ślad za nami weszło kilkoro pasażerów…

podróż się dłużyła, poszliśmy do wagonu restauracyjnego i stwierdziliśmy, że WARS ma obecnie bardzo ciekawą ofertę, zarówno jeśli idzie o jakość jak i ceny. do Wrzeszcza dotarliśmy około 20.30, po 10 minutach byliśmy w domu… tym sposobem trzy tygodnie w Holandii udało nam się przeżyć w jeden weekend 🙁

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

You may use these <abbr title="HyperText Markup Language">html</abbr> tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.