Loading...

Dąbkowice dzień drugi i wcale nie ostatni ;-)

obudziliśmy się po nie do końca przespanej nocy… dobre miejsce blisko plaży, ale ujadający pies dał się we znaki. podobno przeganiał lisy, cóż z tego, kiedy nam przypomniały się wszystkie noce na kempingach wyposażonych w psy ;-]

zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy rowerami (z dziećmi w przyczepce) do Dąbek. dziurawa droga ponownie zwróciła na nas swoją uwagę, ale na rowerach doceniliśmy inne jej walory- biegnie w całości przez las, czasami widać wydmy, czasami jezioro.

zatrzymaliśmy się przy przystani nad jeziorem Bukowo.

na wodzie było już sporo ludzi- działają tutaj szkółki windsurfingu.

można odbyć rejs stateczkiem wycieczkowym po jeziorze

po kilkunastu minutach ruszyliśmy w kierunku centrum. zauważone wczoraj “dmuchańce” były jeszcze nieczynne pojechaliśmy więc dalej, by “zwiedzić” mieścinę.

Dąbki to niezbyt wielkie miasteczko, więc bardzo szybko zawróciliśmy. zatrzymaliśmy się w lodziarni przy ul. Darłowskiej 34- niepozorna, ale desery lodowe własnej produkcji wspaniałe! Warto samemu skomponować deser, gdyż wychodzi taniej niż proponowane zestawy, w dodatku- naszym zdaniem- lepiej 😉 podają tutaj również wspaniałe (czytaj: takie jak być powinno) espresso.

wracając chcieliśmy kupić w prezencie dla babci srebrne kolczyki z bursztynem, ale jednak pozostanie allegro, bo wszystko co zobaczyliśmy to tylko blichtr i szmira. całe Dąbki wyglądały odpustowo, jak każda miejscowość turystyczna w okresie wakacji. mnie akurat bardzo wkurza atmosfera tymczasowości- wszechobecna płyta osb 🙁

w tym samym tonie utrzymany był plac zabaw, nawet uczciwe disco polo didżej zapodał 😉

dziewczynki pobawiły się na dmuchańcach, poobcierały ręce i nogi i mogliśmy jechać z powrotem do Dąbkowic.

kłuła w oczy rudera w pobliżu przystani

za to leśna droga na mierzeję ponownie nas urzekła- pogoda wspaniała, słonecznie…

mimo negatywnego nastawienia do dalszego pobytu tutaj (wrażenia z kempingu, ujadający pies) postanowiliśmy przemęczyć się jeszcze jedną noc. w upalne południe wylądowaliśmy na plaży, która nie była przesadnie przeludniona (żeby nasze plaże w Gdańsku i Sopocie tak wyglądały!!!), naprawdę kameralnie 🙂

fala nie pozwoliła na kąpiel w rękawkach, więc pozostało nam tylko zamaczanie się.

przez większość czasu zbieraliśmy kamienie, zbudowaliśmy też zamek…

ciasteczka, piwko… myk przez wydmę do przyczepy (bliskość plaży to najlepszy punkt tego kempingu) po drugie piwo, szybki skok do baru co zapodają… i
już wiemy, że nie musimy się spieszyć do przyczepy 🙂

po kilkugodzinnym plażowaniu wracamy do przyczepy się przebrać. idziemy do baru, w którym miły młody człowiek proponuję karkówkę z grilla, jako czekadełko bierzemy sobie pajdy chleba ze smalcem i piwo. dziewczynki biegają sobie po sali bankietowej, szczególnie podobają im się lustra. w końcu dostajemy swoją karkówkę z cebulą, smakuje jak nigdy dotąd, porcje ogromne… dzisiaj nie zjemy kolacji 😉

jesteśmy tutaj od wczoraj, a obsługa już nas zna- tak niewielu klientów w tym okresie się tutaj przetacza. słyszymy słowa, że “klient jest tutaj wielkim dobrem”, że “warto się postarać, to zdobędzie się może nowych klientów”… żałujemy, że jesteśmy na tyle niewdzięczni i będziemy jutro wyjeżdżać ;-( brak będzie nam bardzo sympatycznej obsługi: chłopaka od grilla- świeżo upieczonego studenta medycyny w Szczecinie, który zdecydował się na nią mimo wygranego indeksu na Politechnikę Gdańską, pani Eli z kawiarni, która dzięki swojemu talentowi językowemu dogaduje się z Niemcami po turecku 😉 czy też nauczyciela fizyki, który biega z łopatą czy innym sprzętem po ośrodku, ale jest prawdziwą duszą towarzystwa, tylko łatwo wpada w słowotok ;-]

przed snem spacerujemy chwilkę po ośrodku, ale nie zachwyca nas, a zrujnowany plac zabaw opuszczamy, jak nigdy dotąd, po kilku minutach…

wracamy do przyczepy… czas na kąpiel w “pogierkowskich” łazienkach, a potem kilka bajek i dziewczynki idą spać… tatuś z mamusią obejrzą jeszcze kolejny odcinek “MD House” 🙂 i tylko ból zęba psuć będzie nastrój… zdobywam adresy najbliższych stomatologów, ale spróbuję wytrzymać do powrotu do Gdańska- jeśli ząb da się leczyć, lepiej by robił to jeden, odpowiedzialny za całokształt, lekarz…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

You may use these <abbr title="HyperText Markup Language">html</abbr> tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.