Uwaga: dalszą część relacji poprowadzę ja, czyli kierowca 😉 A więc… zjedliśmy obiad, po którym ruszyliśmy po raz drugi tego dnia do miasta. Do centrum dostaliśmy się autobusem. Wysiedliśmy przy placu Wolności i zaczęliśmy spacer. Wcześniej nie mieliśmy okazji – teraz zatrzymaliśmy się na chwilę przy Pomniku upadającego Ikara.
Wczesna pobudka, śniadanie i czym prędzej autobusem do miasta. W Atenach nawet grafitti przeszkadza nam jakby mniej 😉 Czeka nas krótki spacer i wylądujemy w Kerameikos, starożytnej nekropolii oraz antycznej dzielnicy rzemieślników wyrabiających ceramikę.
Skoro świt ruszamy po nową przygodę. Z tyłu zostawiamy przepiękny Sounion, przed sobą mając cudowne greckie widoki.
Noc była, ale niestety bardzo szybko się skończyła… A skoro tak, to wybraliśmy się na spacer po pustej plaży.
Zawsze, ale to zawsze zachwyca nas grecka zieleń. W Polsce Grecja kojarzy się ze spaloną ziemią, ale, jak widać, nie jest to do końca prawda. 🙂
Rano przekonaliśmy się, że miejsce na nocleg wybraliśmy całkiem przyjemne. Nie dość, że ciche (z poprzedniego uciekaliśmy, żeby się wyspać w nocy), to z ładnym widokiem na zatokę Argos.
Spało nam się bardzo dobrze, nikt nam tutaj nie przeszkadzał.
Budzi nas gwar panujący na nabrzeżu. To spacerowicze oraz wędkarze.
Z rana wyruszyliśmy w kierunku Drepano, a tam na camping Argolic Strand. Tutaj czekała już na nas kamperowa załoga z Gorzkowic. Wylegliśmy od razu na plażę, dzieci mogły się wspólnie bawić. Czy to w piasku…
Drugiego dnia pobytu w Drepano nie robiliśmy nic. Nic ponad plażowanie. I zabawę w wodzie i na plaży.