Obudziliśmy się wcześnie i zobaczyliśmy, że w nocy „przytuliło się” do nas kilka kamperów 🙂

Góry też prezentowały się pięknie

Warunki do jazdy nie były zachwycające – deszcz i mgła, ale nie mieliśmy wyjścia (prom nie będzie na nas czekał) więc ruszyliśmy dziarsko choć z duszą na ramieniu w kierunku gór…


Po przejechaniu kilkunastu kilometrów słońce nieśmiało zaczęło przedzierać się przez chmury i pojawiła się nadzieja na przejechanie przełęczy Plöckenpass przy dobrej aurze.

Zawsze zachwycają mnie chmury poniżej górskich szczytów…tu, w Alpach spotykamy je często i mają w sobie coś magicznego…

Śniadanie zjedliśmy w pięknej scenerii: wodospad i „cukrowa wata” w powietrzu…


Nadszedł czas na wyczekiwany tunel: długość ponad 5 kilometrów na wysokości 1632 metrów ponad poziomem morza…


Potem już możemy cieszyć oczy wspaniałością alpejskich krajobrazów…



Mijamy miasteczko Lienz i zbliżamy się nieuchronnie do mojego Nemezis- kto zna bajkę o Fineaszu i Ferbie ten wie o co chodzi 😉
Plöckenpass leży na granicy austriacko-włoskiej. Nasze zmagania z nim możecie zobaczyć na filmie:
Potem już była sama przyjemność zjazdu z przełęczy 🙂 Na początku serpentynami, a potem już zwyczajną górską drogą 😉 My z góry jechaliśmy uśmiechnięci i wyluzowani, ale kierowcy kamperów jadących z naprzeciwka mieli spięte miny i mocno trzymali kierownice 🙂 Życzyliśmy im powodzenia w zdobywaniu góry!
Na dole zrobiliśmy sobie krótki postój. Dziewczynki miały chwile radości na placyku zabaw, a potem chwile zachwytu na małym górskim moście.



Na tymże moście złożyły życzenia tacie z okazji Dnia Ojca 🙂

Jesteśmy w Italii i mamy do Wenecji około 270 km. Nie jedziemy autostradami, więc jest możliwość uchwycenia kilku ładnych scen…





W pewnym momencie po zobaczeniu kolejnej już tablicy z informacją, że jedziemy w dobrym kierunku…

i sprawdzeniu w nawigacji, że jesteśmy już naprawdę bardzo blisko…

…wzruszenie ścisnęło mi gardło…jesteśmy w Wenecji! Ciekawa jestem jak odbierzemy to miejsce?
Jeszcze tylko słynny most Ponte della Liberta:
I jesteśmy na parkingu Tronchetto! Tu czeka nas niemiła niespodzianka. Na parkingu trwają prace budowlane i nie ma wody oraz prądu. Prądu tak bardzo nie potrzebujemy, ale woda i serwis bardzo by się nam przydały. Cóż bywa i tak – cieszymy się, że mamy 3 kasety wc i damy radę wytrzymać z serwisem do Fano, gdzie będziemy nocować przed wjazdem na prom.
Co do Tronchetto – znaleźliśmy świetną miejscówkę przy wodzie z widokiem na przejechany most i miasteczko Mestre. Mamy nadzieję na piękne widoki nocą 🙂
Po pierwsze: zimne białe piwo, po drugie odpoczynek, a po godzinie maszerujemy już na spotkanie z miastem, o którym różnie piszą, ale ciągle do niego przyjeżdżają 🙂


Nie jestem w stanie opisać wrażeń tak, żeby oddały co czuję będąc w Wenecji… Jedno jest pewne- zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia… i dziewczynki też 🙂 Dla nich dopełnieniem były rewelacyjne włoskie lody.

Potem zagłębiliśmy się w uliczki bardziej lub mniej uczęszczane- te wyludnione bardziej nam się podobały 😉












Zamykając oczy można było przenieść się w czasie do dawnej Wenecji, zobaczyć postaci przemykające zaułkami, zakapturzone, tajemnicze lub wyobrazić sobie jaka tu jest atmosfera w czasie karnawału… W kanałach unosi się mgła, wszystko wydaje się pływać w powietrzu…








Na koniec spaceru po Wenecji dziewczynki trafiły na plac zabaw! One wszędzie znajdą takie miejsce 🙂 Tu, w parku miejskim, nasze stopy mogły odpocząć, a panny niezmordowane szalały 🙂

Ostatni rzut oka tego dnia na to czarowne miasto i wracamy do domu na kołach.

Po odświeżeniu się mieliśmy jeszcze tyle siły, żeby zobaczyć razem część VI Harry Pottera- to znowu niespodzianka od nas dla córek- trzeba było widzieć ich roześmiane oczy :)))
Przed snem pożegnaliśmy słońce zachodzące nad Mestre… Dotąd tylko czytaliśmy o tym…

Słodkich snów, Wenecjo…

One response
W Wenecji byłem camperem 2 razy. Bardzo miło powspominać przy oglądaniu zdjęć. Podczas pierwszego wyjazdy w nawigacji jako miejsce docelowe zaznaczyłem nieopatrznie Wenecję i znalazłem się na Placu Roma między autobusami. Na szczęście obyło się bez mandatu ale wspomnienie pozostało.
Pozdrawiam.